
Zaczyna się niewinnie: miła wiadomość, ładne zdjęcie profilowe, rozmowa, która szybko robi się coraz bardziej osobista. Kilka dni później przychodzi żądanie pieniędzy i groźba, że intymne zdjęcie albo nagranie trafi do rodziny, znajomych z roku czy na uczelniany czat. Policja nazywa to sextortion i ostrzega, że zapłata zwykle niczego nie kończy. Z tekstu dowiesz się, jak działa ten szantaż, co zrobić krok po kroku i gdzie szukać wsparcia — a na końcu możesz sprawdzić, czy wiesz, jak zareagować.
Słowo powstało z połączenia angielskich „sex” i „extortion”, czyli wymuszenie. Chodzi o szantaż z użyciem materiałów intymnych: nagich zdjęć, nagrań albo zapisu rozmowy wideo. Sprawca grozi, że je opublikuje lub roześle bliskim ofiary, jeśli ta nie zapłaci albo nie przyśle kolejnych materiałów. Policja podkreśla, że problem dotyczy zarówno dorosłych, jak i młodzieży, a sprawcą może być ktoś poznany w sieci, ale też znajomy z codziennego życia.
Komunikaty policji z różnych regionów opisują bardzo podobny schemat. Zmieniają się tylko szczegóły.
Oszuści wybierają często osoby samotne lub szukające wsparcia, bo łatwiej wzbudzić w nich zaufanie. Dla studentki, która dopiero przeprowadziła się do nowego miasta i zna niewiele osób, taka znajomość może wyglądać całkiem naturalnie.
Policja z Jaworzna opisywała sprawę mężczyzny, który po wysłaniu jednego zdjęcia usłyszał żądanie 20 tys. zł. Przelał 3 tys. zł, ale szantażystka natychmiast zażądała więcej. To typowy przebieg: zapłata nie zamyka sprawy, tylko pokazuje sprawcy, że ofiara jest gotowa płacić.
Nie każdy szantażysta rzeczywiście ma jakiekolwiek materiały. Policjanci ze Stargardu zwracają uwagę, że część przestępców blefuje i podsyła na przykład spreparowane zrzuty ekranu, żeby uwiarygodnić groźbę. Zdarzają się też oszustwa „w drugą stronę”: ktoś bierze przedpłatę za rzekome intymne zdjęcia i znika. W każdym z tych przypadków mechanizm jest ten sam — presja czasu, wstyd i strach mają skłonić do szybkiej wpłaty.
Pierwszy odruch to często panika i chęć „załatwienia sprawy” po cichu. Policja i Centrum Informacji Konsumenckiej przy UKE radzą coś innego:
Dowody są ważne, bo bez nich trudniej ustalić sprawcę. Część serwisów współpracuje też z narzędziami, które pomagają usunąć nagie zdjęcia lub filmy opublikowane bez zgody — warto o to zapytać przy zgłoszeniu.
Rozpowszechnianie wizerunku nagiej osoby albo osoby w trakcie czynności seksualnej bez jej zgody jest w Polsce przestępstwem z art. 191a Kodeksu karnego. Karalne jest także zmuszanie kogoś groźbą do określonego zachowania. Centrum Informacji Konsumenckiej zauważa, że sprawcy często pozostają bezkarni, bo ofiary milczą ze wstydu. Tymczasem odpowiedzialność leży po stronie szantażysty, a nie osoby, która komuś zaufała.
Ciekawostka: 116 006 to unijny, ujednolicony numer pomocy dla osób pokrzywdzonych przestępstwem. W Polsce wrócił po ponad dziesięciu latach przerwy — ogólnopolska linia działa pod nim od 1 września 2026 r.
Osoba szantażowana nie musi radzić sobie sama. Zawiadomienie można złożyć w najbliższej jednostce Policji. Wsparcie oferują też bezpłatne linie (dane przepisane ze stron gov.pl, stan na 26.10.2026):
Jeśli zwierza się koleżanka, najważniejsze jest, żeby jej nie oceniać: wysłuchać, pomóc zabezpieczyć dowody i pójść z nią na Policję. Więcej o tym, jak działa ten rodzaj szantażu, opisała Komenda Powiatowa Policji w Stargardzie.
Sextortion opiera się na wstydzie i pośpiechu. Sprawca liczy, że ofiara zapłaci szybko i nikomu nic nie powie. Najskuteczniejsza odpowiedź jest odwrotna: nie płacić, przerwać kontakt, zachować dowody, zgłosić sprawę serwisowi i Policji oraz poprosić o wsparcie. Udostępnianie czyichś intymnych zdjęć bez zgody to przestępstwo, a winny jest zawsze ten, kto szantażuje.
5 pytań · minuta